Ostatnia epidemia dżumy dotarła do przedmieść Gdańska już w listopadzie 1708 roku, a w samym mieście grasowała aż do początku roku 1710. Przyjmuje się powszechnie, że wszystkie ogniska zapalne wygasły dopiero w miesiącach zimowych lat 1710/1711, a suma ofiar wyniosła 24.533 mieszkańców miasta, zaś wraz z przedmieściami i okolicznymi miejscowościami, należącymi do jego jurysdykcji, nawet 33.453: 

Zło pozostawało początkowo poza miastem, uśmiercało nielicznych ubogich; lecz kiedy przyszła surowa zima, wszystko ucichło. Każdy był przekonany, iż zimno wypleniło całą truciznę, gdyż powszechnie akceptowało się fałszywe przekonanie, że przyczyną dżumy jest ciepło powietrza; jednakże pod koniec miesiąca marca i w kwietniu znaki zarazy pojawiły się na nowo i z większą niż dotąd siłą. W miesiącu maju nasiliły się do tego stopnia, że u wielu cierpiących można było zaobserwować karbunkuły i dymienice.

Naturalnie, miasto starało się rzetelnie informować mieszkańców o niebezpieczeństwie rozprzestrzeniania się epidemii, jej profilaktyce i dostępnych środkach farmakologicznych. Od 11 lipca 1708 r. do 27 lutego 1709 r. opublikowano liczne edykty i rozporządzenia miejskie, jak i krótkie druki i pisma ulotne, nierzadko pod patronatem fizyka miejskiego lub provisores sanitatis. Wieść o zbliżającej się zarazie nadeszła z Polski znacznie wcześniej, stąd władze mogły przygotować się na tę ewentualność, ograniczając przybycie obcych do miasta, szczególnie Żydów oraz osób podejrzanych o przenoszenie zarazy, jak i przewóz towarów. Jednocześnie wydano rozporządzenia dotyczące zachowania czystości ulic (np. w sprawie hodowli i trzymania świń w mieście z dnia 16 lipca 1709 r.), opieki nad ubogimi i likwidacji żebractwa: 

Ulice winny być trzymane w czystości, ani na nie, ani do Motławy, Raduni czy do innych wód nie wolno wylewać z domostw niczego cuchnącego lub innych rzeczy, które powodują fetor. Pod karą nie wolno wyrzucać lub wynosić z domów objętych epidemią nic, czy to łóżek, siana, słomy czy innych rzeczy.

Wszyscy chorzy zobowiązani zostali do pozostania w domach i niewłóczenia się po ulicach, a tym bardziej do chodzenia do kościołów, urzędów, sądów, etc. Rzemieślnicy z przedmieść opanowanych przez zarazę mogli rozbijać swoje budy jedynie przed bramami miasta; dowóz i wywóz jakichkolwiek towarów i dóbr został surowo zabroniony, o ile nie posiadały one odpowiedniego potwierdzenia z szyldem miasta, choć nawet wówczas podlegały one kwarantannie („Ponieważ dżuma rozprzestrzenia się z okolicznych nadmorskich miejscowości, należy zbudować prysznic, pod którym przywożone stamtąd towary będą odkażane”). Ogłoszono stan wyjątkowy i powołano nowych chirurgów i balwierzy tworzących wraz z fizykiem miejskim tzw. Collegium Sanitatis.

Również Kościół włączył się w akcję utrzymania porządku moralnego i społecznego w mieście. Nad zainfekowanymi czuwali nie tylko lekarze, chirurdzy czy balwierze, ale i duszpasterze sprawujący opiekę zarówno nad ciałem, jak i duchem. W świątyniach, które według danych źródłowych otwarte były przez cały okres zarazy roku 1709, wygłaszano kazania pokrzepiające i podtrzymujące na duchu. Spośród duchownych luterańskich miasta Gdańska należałoby wymienić z pewnością Christiana Gottlieba Rosenberga, Michaela Schilberga oraz Thomasa Völckera, powołanych na duszpasterzy nadzwyczajnych (extraordinarii), szczególnie do pracy w lazaretach. W sposób szczególny doceniona została praca „teoretyków dżumy”, Samuela Schelwiga, Constantina Schütza i Joachima Weickhmanna, których dzieła teologiczne do dziś stanowią niezwykłe świadectwo duszpasterskiej służby parafialnej, nie tylko z uwagi na treści, jakie zostały w nich omówione, ale również ze względu na swoisty zapis wydarzeń historycznych oraz homiletycznego przepowiadania w ramach konkretnej wspólnoty kościołów Mariackiego i Świętej Trójcy w Gdańsku.

[Na podstawie: L. Górska, Dżuma – epidemia duszy i ciała? Sposoby zwalczania dżumy w nowożytnym Gdańsku, w: Studia Humanistyczne Wydziału Farmaceutycznego Akademii Medycznej we Wrocławiu Nr 3 („Człowiek wobec choroby”), red. B. Płonka-Syroka, Wrocław 2010, s. 279-309.]