Na czas epidemii dżumy w roku 1709 przypada działalność i twórczość gdańskiego teologa luterańskiego, dra Joachima Weickhmanna.

Urodził się on 29 września 1662 r., zmarł 15 marca 1736 r. w wieku 73 lat. Kształcił się w Lipsku i Wittemberdze, gdzie w roku 1691 został ordynowany. 31 października tegoż roku powierzono mu urząd kaznodziei w Schmiedeberg. Dwa lata później otrzymał tytuł doktora teologii i wyjechał do Zerbst jako radca konsystorza, nadworny kaznodzieja, superintendent i pastor. W 1704 r. powołany został z powrotem do Gdańska, gdzie w roku następnym otrzymał posadę pierwszego kaznodziei w kościele Mariackim oraz seniora Kolegium luterańskiego w Gdańsku. 16 sierpnia 1701 r. poślubił Annę Elżbietę Borkmann, z którą miał ośmioro dzieci. Weickhmann zaangażował się w kontrowersje dotyczące wielożeństwa, a tym samym przeciwstawił się profesorowi gdańskiego gimnazjum «Atheneum», Samuelowi Fryderykowi Willenbergowi (1663-1748), który w rozprawach publicznych twierdził, iż wielożeństwo nie zostało wyraźne zabronione w Piśmie Świętym, wobec czego nie jest też zakazane.

Nauka dotycząca zarazy, zawarta w jego dość obszernym dziele pt. "Theologischer und ausführlicher Unterricht von der Pestilentz", wydanym w Gdańsku w 1710 r., przedstawiona została w postaci komentarza do licznych fragmentów Pisma Świętego oraz dwudziestu sześciu pytań o różne stany rzeczy. Właśnie z tego względu dzieło to stoi na granicy między zwyczajowym teologicznym traktatem z wieloma praktycznymi wskazaniami a ordynacją mającą celu zapobieżenie rozprzestrzeniania się dżumy. Pisma takie wskazywały zwyczajowo na najbardziej skuteczne środki zaradcze (zarówno farmakologiczne, jak i religijne), wyznaczały podstawowe obowiązki oraz nakreślały prawa osób i oficjalnych urzędów, powoływanych do walki z chorobą.

Czytelnik otrzymał zatem szczegółowe dane o zobowiązaniach i powinnościach chorych wobec zdrowych, o służbie ordynowanych osób i urzędów oraz przepisach dotyczących nabożeństw i udziału w nich. Sam autor musiał być niezwykle zdziwiony objętością swojego dzieła, pisał bowiem, że „urosło mu ono w rękach“. W tomie, obok obszernego traktatu na temat zarazy, strachu, grzechu i kary za niego, znajdują się dwa kazania pokutne, wygłoszone 22 sierpnia oraz 15 października 1709 r., kazanie tygodnia zwykłego z 11 lutego 1710 r. i dziękczynne po wygaśnięciu zarazy z 27 kwietnia 1710 r., modlitwa dziękczynna oraz list Alberta Niclassiusa do Bernharda Guilielma Nüsslera, dotyczący śmierci Marcina Opitza.

Wyczerpujący wykład o epidemii i jej przyczynach, który znajdujemy w kazaniach pokutnych Weickhmanna, miał charakter bezpośredniego świadectwa, przepracowania doświadczeń przez konkretną społeczność w konkretnym miejscu i czasie. Autor z pełną swobodą posługuje się cytatami z Biblii, co wskazuje jednocześnie na jego naukowe kompetencje, dostosowuje je do potrzeb słuchaczy i dokonuje stosownej do czasu aktualizacji.

Na początku warto zwrócić uwagę na zbiór pytań, jakie obok kazań pokutnych pojawiają się w dziele pastora. Umożliwiają one szczegółową egzemplifikację opisywanego fenomenu. Kwestia piąta („Czy strach w czasach dżumy jest szkodliwy?”) przywołuje temat strachu przed „czarną śmiercią”, który związany jest ze świadomością popełnionych grzechów i sprawiedliwą karą za nie (por. Ez 5,17; 2Sam 14,13), a jednocześnie implikuje reakcję obronną, wynikającą z instynktownego pragnienia ocalenia własnego życia. Strach ten przejawiać się miał w zatroskaniu umysłu, dotyczącym oczekiwania nieszczęścia, które jest w zasięgu, i pewności, że w sposób nieunikniony dosięgnie ono każdego.

Podobnie jak wiele innych poruszeń umysłu strach powoduje w nas wielki niepokój. Wyobraźnia stawia przed nami ohydne obrazy i przedstawia to, przed czym odczuwamy strach, w taki sposób, że o wiele bardziej przerażeni jesteśmy samym strachem aniżeli faktycznym nieszczęściem, które obiektywnie istnieje poza nami. Nasz umysł, który usiłuje radzić sobie z tymi doświadczeniami, wprowadza nas w jeszcze większy obłęd. Doszukuje się w każdej osobie i każdym przedmiocie zarodka nieszczęścia, które jest naszym fatum, a osłabione w ten sposób ciało jest bardziej podatne na infekcję.

Ówczesne schematy interpretacyjne opierały się na założeniu, że strach w czasie dżumy był niezwykle niebezpieczny, gdyż bez wystarczającego oporu zaraza skuteczniej wnikała w ciało i była przezeń chętniej przyjmowana. Uzasadniając tę teorię, Weickhmann posłużył się przykładem niewiasty, która z pomocą Boską szczęśliwie przezwyciężyła infekcję morową. Pewnego dnia, podczas nabożeństwa dni pokutnych, kiedy wydawało się, że zaraza ustąpiła całkowicie, w tłoku dostrzegła ona inną kobietę z plastrem przeciwdymieniczym, przyklejonym na szyi. Na ten widok przeraziła się tak bardzo, że ponownie zachorowała i zmarła.

Autor poddaje jednak w wątpliwość, czy dżuma faktycznie może być wywoływana przez strach lub czy jest z nim w jakiś znaczący sposób powiązana tudzież utożsamiana. Jednoznacznie wskazuje on natomiast na transcendentną proweniencję zarazy i potwierdza to konkretnymi argumentami, odwołując się do prawa Boskiego, obwarowanego karami za wiarołomność ludu (por. Pwt 28,21nn.). Były one znakiem nadprzyrodzonej interwencji Boga (por. 2Sam 24,15), gdyż wszyscy ci, którzy nie zostali zainfekowani, musieli zawdzięczać swoje ocalenie wyłącznie Jemu jako Causa efficiens et rationis zarazy (por. Ps 91,3; Wj 12,13; Ez 9,46; 2Sam 24,16). „W ten sposób zgrzeszyli przeciw Panu wszyscy, którzy w takiej sytuacji nie chcieli rozpoznać Jego sądów sprawowanych nad ludem, miastem i krajem, lecz ignorowali Go lub uznawali inne przyczyny, bez których pozostawali wolnymi spod wpływu Boga”. Wykładnia ta przedstawiała tradycyjny obraz dżumy, odwołujący się do grzechów ludzkich i sprawiedliwego gniewu Pańskiego. Wprawdzie uznawał Weickhmann współdziałanie Szatana i niegodziwych ludzi, lecz stwierdzał również, iż odbywało się ono za przyzwoleniem Pana i zgodnie z Jego wolą.

Rozmaite odwołania do systemów interpretacyjnych epidemii, po które autor sięgnął, pozwalają przypuszczać, iż w istocie uwzględnił on osiągnięcia ówczesnych uczonych i dokonał ich wnikliwej analizy. Niemniej jednak wyniki tych badań doprowadziły go do przekonania, że istnieje wiele paralelnych, acz nie tożsamych wyjaśnień. Żadne spośród nich nie mogło pretendować do roli jedynego i wyłącznego paradygmatu. Jako teolog i pastor luterański skłaniał się naturalnie do religijnych eksplikacji, niekiedy już rutynowych, które potwierdzały tradycyjny status quo człowieka: „Zbawienne słowo Boga straciło pośród nas swą wartość. Nie pytamy już o prawdę i wiarygodność nauki. Okrutny ateizm tkwi w sercach wielu, nie tylko na dworach wielkich panów czy wielmożnych, ale i w innych miejscach i u ludzi niższych koneksji”.

Poprzez nawiązanie do fragmentu Księgi Lamentacji Jeremiasza 2,17-21, cytowanej w kazaniu pokutnym, wygłoszonym dnia 22 sierpnia 1709 r., autor pragnął przyrównać XVIII-wieczny Gdańsk do ludu biblijnego Izraela, wskazując jednocześnie na równorzędną historię obu społeczności: „Uczynił Pan, co postanowił. Wypełnił swą groźbę zapowiedzianą w dniach dawnych […] Wołaj sercem do Pana […] Niech łzy twe płyną jak rzeka we dnie i w nocy […] Wylewaj swe serce jak wodę przed obliczem Pana, wznoś do Niego swe ręce […] Legli w prochu ulicy chłopiec i starzec, moje dziewice i moi młodzieńcy padli od miecza, zabiłeś ich w dniu swego gniewu, zgładziłeś bez litości”. Są to dzieje zamknięte w bezlitosny krąg ludzkiej wolnej woli i Boskiego pragnienia zbawienia każdego człowieka: wierność ludu – pokusa odejścia – odwrócenie się od Pana (tj. realizacja pokusy) – gniew Boga – kara – refleksja ludu nad dotychczasowym postępowaniem – nawrócenie – odwrócenie kary. To jednocześnie uniwersalny paradygmat, przejawiający się od wieków w literaturze teologicznej czasu morowego.

Realna obecność zagrożenia i bliskość śmierci przypominały o potrzebie wytrwania w wierze i ufności Bogu oraz obowiązku uczestnictwa w liturgii okolicznościowej. „Pewnego razu zapytałem pacjenta”, donosi Weickhmann, „czy w takich okolicznościach ma odwagę umierać szczęśliwie? O tak, odpowiedział, oddałem się w modlitwie Bogu i mam pewność, że dżuma nic nie ujmuje mojemu szczęściu, jeśli modlę się ze wspólnotą: Nawet jeśli liczba zmarłych powiększy się także i o mnie, pozwól nam cieszyć się pełnią naszej wiary, uczyń nasze serca pewnymi według świadectwa Ducha Świętego, aby nawet dżuma i śmierć nie mogły nas oddzielić od miłości Boga, która jest w Jezusie Chrystusie, naszym Panu”.

Wygaśnięcie zarazy związane było z koniecznością zastosowania „prophylaxis theologica”, optymalizującej naturalną terapeutykę świecką: „Bóg zsyła nam chorobę, ale dał też moc ziołom i innym naturalnym specyfikom do przeciwstawienia się zarazie i uwolnienia nas od niej”. Mimo niebudzącego wątpliwości wykładu duchownych zagadnienie to rozpatrywano także w kategoriach magicznych rytuałów, niejako zaklinających dżumę. Takie stanowisko budziło jednak zdecydowany sprzeciw kręgów religijnych i skłaniało tym bardziej do szukania ratunku w prawowiernej nauce Kościoła. W kazaniach Weickhmann nawiązuje do Księgi Ezechiela, tj. do fragmentu z drugiego rozdziału w. 9-10, będącego częścią większej jednostki narracyjnej, opisującej wizję proroka i jego posłanie do ludu, który sprzeciwił się Panu. Ezechielowi wręczona zostaje księga, którą ma następnie spożyć. Zwój zdaje się być dość nietypowy: „był zapisany z jednej i drugiej strony, a opisane w nim były narzekania, wzdychania i biadania”. Autor egzemplifikuje i zaleca wiernym gdańszczanom pisanie podobnej wartości listu do Boga prawdziwego, zagniewanego, ale i miłosiernego, który wysłucha skarg z powodu spustoszenia, nieszczęścia, głodu i umierania i przyniesie pocieszenie. Przytoczony zostaje jednocześnie obraz wylewania serca przed Panem (pisanie łzami), które świadczy o intensywnej relacji, w jakiej pozostaje z Nim człowiek, i wskazuje na bezgraniczne zaufanie Jego wyrokom.

Ujęcie to jest głęboko teologiczne, a mimo to nie rezygnuje z powiązania z praktyką. Nawet jeśli prawica Pana wyciągnięta jest nad Gdańskiem, a nad każdym grzesznikiem sprawowany jest Jego sąd, istnieje nadzieja ocalenia. Z powodu występków ludu pozwolił On opanować miasto przez strach i przerażenie; kogo uderzył, ten upadał, a ci, którzy stali, musieli uważać, by nie upadli. Żyjący uskarżali się w imieniu tych, których porwała już śmierć, lecz sami nieodwołalnie stali w jej obliczu. Kary, które sprawiedliwy Bóg zesłał na nieposłuszny lud, antycypowały równolegle nawrócenie i poprawę dotychczasowej jakości życia.

Owa „teologia dżumy” nie była zatem jednoznacznie pesymistyczna. Chociaż u jej podstaw leżało przeświadczenie o grzesznej dyspozycji każdego człowieka, przypominającej przeniknięty chorobą organizm: chora głowa, osłabłe serce, wszystkie członki ciała pokryte ranami, pręgami i dymienicami, wprowadzała ona w ten stan nieuporządkowania duchowego sekwencję zracjonalizowanych procedur, dzięki którym ocalenie było prawdopodobne. Weickhmann nawiązywał tym samym do licznych dni pokutnych, publicznych nabożeństw przebłagalnych i modlitw na czas dżumy, które suplikowały u Chrystusa łaskę życia pozbawionego strachu: „O cóż mamy błagać? Abyśmy nie pomarli”.

Liturgiczne uroczystości ekspiacyjne, których oczywista potrzeba uwzględniona została w drugim kazaniu pokutnym z dnia 15 października 1709 r., przypadały w Gdańsku m.in. już w 1708 r. (13 października, 1 listopada) oraz w 1709 r. (3 maja, 18 sierpnia, 22 sierpnia, 15 października). Modlitwa miała nie tylko chronić i odwodzić od popełnienia grzechów, ale także usuwać ich skutki, zaś łaska, o którą proszono, była swoistym remedium również na ciężkie, fizyczne dolegliwości ciała.

Wiersze 8-11 Psalmu 77, cytowane w kazaniu, stały się dla kaznodziei gdańskiego motywacją do poszukiwania sensu cierpienia i wytrwania w pewności ewangelicznego zbawienia: „Czy Bóg odrzuca na wieki, i nie jest już łaskawy? Czy Jego łaskawość ustała na zawsze, a słowo umilkło na pokolenia? Czy Bóg zapomniał o litości, czy w gniewie powstrzymał swoje miłosierdzie? I mówię: To dla mnie bolesne, że się odwróciła prawica Najwyższego”. Inspirowały one również do podjęcia dialogu z Bogiem realnie obecnym w każdym czasie i nieustannie zaprzeczającym samotności człowieka we wszechświecie.

[Na podstawie: L. Górska, Dżuma – epidemia duszy i ciała? Sposoby zwalczania dżumy w nowożytnym Gdańsku, w: Studia Humanistyczne Wydziału Farmaceutycznego Akademii Medycznej we Wrocławiu Nr 3 („Człowiek wobec choroby”), red. B. Płonka-Syroka, Wrocław 2010, s. 279-309.]