Dużą wartość poznawczą dla historii epidemii na terenie Rzeczypospolitej mają źródła wydane drukiem bądź rękopiśmienne, które ilustrują „ówczesny poziom profilaktyki, kultury sanitarnej, medycyny i farmacji”. Epidemie, trwające nieraz po kilka lat, prowadziły często do niemal całkowitego wyludnienia niektórych regionów Europy, szczególnie zaś miast portowych, prowadzących żywy handel z odległymi krajami. Na obszarze Rzeczypospolitej „ochrona ludności przed epidemiami spoczywała wyłącznie na barkach lokalnego samorządu miejskiego”. W dużej mierze, szczególnie na terenie Prus Królewskich, sposoby walki z epidemią czerpano ze wzorców niemieckich, opierając się na dotychczasowych doświadczeniach w koordynowaniu służb powietrznych, opracowywaniu instrukcji morowych, w sprawowaniu nadzoru nad lekarzami oraz aptekami.

„Jednym z najlepiej widocznych skutków zbliżającej się zarazy była migracja ludności z zagrożonego miasta lub okolicy. Uznanie ucieczki za najskuteczniejszą formę uchronienia się przed morem posiadało bardzo starą metrykę. Polecał ją już słynny grecki medyk Hipokrates, którego radę: cito pestem fugere, longe a loco infecto recedere, tarde reverti domum w dosłownym tłumaczeniu zalecali liczni XVI-XVII-wieczni medycy”. Jednocześnie władze miejskie wydawały surowe rozporządzenia, które wprowadzały zakaz wpuszczania do bram miasta osób z wątpliwymi świadectwami zdrowia, tzw. paszportami:

Zanosi się nalezyta prozba do wszystkich Urzęndów Miast Pruskich na samey Granicy Polskiey lezących, aby zadne Osoby y Towary nieprzepuszczały, tylko takie ktore z niepodeyrzanych Mieysc z Paszportami wiary godnymi przyjezdzają.

Obostrzenia tego typu dotyczyły również osób kwestionowanej proweniencji oraz przywożonych towarów, w których czaić się mogła zaraza:

Osobliwie jednak będą raczyły Urzędy granicznych y blizszych Miast na jadących do nas Zydow pilne miec Oko, y onych, iezeli, z znajomych y z zdrowych mieysc niejadą y oraz dobre Testimonia nie mają, nazad zawracac y nieprzepuszczac. A chocby tez dobre Testimonia produkowali, tedy przeciesz zadne Szaty, Futra, Wełny, Konopie, Pierze, Pierżyny y tym podobne Towary, ktore się latwo zapowietrzają, w kray ten nie mają wprowadzac, Sukna zas y płotna mają na osobliwym mieyscu ktore im się tu naznaczy, zlozyc y przez niejaki czas przewietrzyc, ktory by zas przeciwko temu wykroczył, tego tu dobra konfiszkowac y spalic postanowilismy.

Magistrat z wszelaka surowoscią przykazuie, a by zaden lub z zdrowego albo z podeyrzanego, z Towarami albo bez Towarow, a naymniey ten, ktory z zarazonych Mieysc, albo przez zarazone Mieysca przyiezdza nie wazył się bez Paszportu, albo tesz z niepewnym Paszportem do Miasta wkradac, poniewasz na to pilne się miec będzie oko y kazdy, ktory przeciwko temu przykazaniu wykroczy, poimany y potym bez obszernosci processu iako się okolicznosci pokazą, niepochybnie wysmaganiem u Pręgierza y wyswieceniem z Miasta y jego Jurisdikcyey albo tez obwieszeniem na szubienicy ma byc karany.

Ucieczki z miasta nie zalecano explicite w urzędowych rozporządzeniach z uwagi na ewentualność rozprzestrzeniania się moru, choć w obliczu szczególnie długotrwałej i ciężkiej epidemii kontrola rzeszy uciekinierów, ginącej potem najczęściej w okolicznych lasach bądź w pobliżu umocnień powietrznych, była wręcz „surrealistyczna” i na pewno bezskuteczna. Podobna panika ogarniała często lekarzy oraz wielu innych funkcjonariuszy służb powietrznych, a na płaszczyźnie społecznej rodziny i przyjaciół osób zainfekowanych, którzy nie zważając na łączące ich więzy czy relacje sąsiedzkie, opuszczali domostwa, pozostawiając swoich krewnych bez należytej opieki. „W obawie przed zapowietrzeniem nie tylko unikano jakichkolwiek kontaktów z sąsiadami i z obojętnością obserwowano nędzę potrzebujących, lecz również wypędzano z domu chorych służących, a z miasta chorujących mieszkańców, a także odmawiano pomocy w egzekwiach pogrzebowych i w pochówku zadżumionych”. Wszystko to działo się zgodnie z tradycyjną medycyną, która przekonana była, iż profilaktyka i prewencja są najlepszymi sposobami uniknięcia infekcji.

Jako że władze miasta nie mogły pozwolić na spowolnienie czy dezorganizację działań przeciwdżumowych, podejmowano również inne środki profilaktyczne, wśród których znalazły się najczęściej kwarantanny oraz obowiązkowe okadzanie miejsc publicznych za pomocą tradycyjnych preparatów ziołowych. Wszystkich podejrzanych i pragnących wjechać do miasta bez stosownego zezwolenia, z wyłączeniem Żydów, których z zasady nie wpuszczano, oddelegowywano do specjalnie przygotowanych miejsc, gdzie odbywali oni kwarantannę. Ta zaś oznaczała dla miasta często kłopoty z zaopatrzeniem, większe bezrobocie i niepokoje uliczne, upośledzała handel i rzemiosło oraz przyczyniała się do zamykania sklepów.

Naturalnie nie tylko magistrat podejmował działania przeciwpowietrzne na rzecz całego miasta. Każdy indywidualnie zobowiązany był do szczególnej troski o własne ciało i zdrowie. Autorzy rozporządzeń zalecali utrzymanie czystości ciała m.in. poprzez puszczanie krwi czy dbałość o wystarczające wypocenie się, a także korzystanie z dostępnych środków medycznych, za pomocą których organizm miał zdobyć wystarczającą odporność przeciwko infekcji. Wśród substancji tego typu znalazły się specjalnie przygotowywane mieszanki octu i ziół, naturalne maści czy wino: Dodatkowo należało zaopatrzyć się w dobry, ostry ocet winny, czyste wino francuskie, dobre wino destylowane, odrobinę arcydzięgla, bylicy cytwarowej, omanu, korzeń pięciornika kurzego ziela, ożankę czosnkową, rutę, ziele drapacza lekarskiego, bylicę piołun, centurię, maści, melisę, jagody jałowca, skórki pomarańczy, świeże cytryny, etc., z których, jeśli była taka potrzeba, można było przygotować dżumowy ocet, wino, wino destylowane, wodę, jak i suche woreczki, i obu specyfików używać i aplikować wewnętrznie i zewnętrznie w wyznaczonym czasie.

Nie bez znaczenia było więc utrzymywanie zdrowej i dobrej diety oraz takiegoż trybu życia. Zalecano okadzania ziołami i przyprawami, specjalnymi świecami, tabaką, prochem strzelniczym czy siarką, a także umiarkowanie w jedzeniu i piciu i unikanie niektórych potraw, jak wieprzowiny i wołowiny, gęsiny, ryb, śledzi, jajek gotowanych na twardo, produktów mlecznych, ogórków i sałaty, potraw tłustych i pieczystego. W zamian za to polecano najczęściej wina wytrawne, piwo, ocet, owoce cytrusowe, rozmaryn, czarny bez i szafran. Odradzano przemęczanie się i pobudzanie krążenia krwi poprzez dodatkowe ćwiczenia czy ciężką pracę, zalecano natomiast nieograniczone oczyszczanie organizmu z potu, uryny czy śliny oraz wytrwanie w cierpliwości, spokoju, tj. unikanie gniewu, strachu i przerażenia, które ułatwiały wnikanie zarazy do organizmu.

Ordynacje powietrzne, przygotowywane przez lekarzy i chirurgów, zawierały tradycyjne przepisy na lekarstwa i środki zaradcze, które można było sporządzić samodzielnie. Niemniej jednak wiele medykamentów, uznawanych za najbardziej skuteczne, dostępnych było jedynie w aptekach, bowiem tylko tam opatrzone były klauzulą oryginalnej proweniencji. Działo się tak m.in. z „teriakiem”, środkiem produkowanym pierwotnie w Wenecji ze wskazaniem leczniczym na niemalże wszystkie choroby i niedomagania.

Jeżeli dżuma była karą zesłaną przez Boga, czy zatem mogła być leczona lub udaremniana ludzką medycyną? Jaka była relacja między terapią transcendentną a doczesną? Traktaty morowe generalnie akceptują teologiczną interpretację dżumy, odwołującą się szczególnie do Kpł 26,14-38 i paralelną do wszelakich naturalnych wyjaśnień fenomenu. Dżuma jako sprawiedliwa kara Boska mogła dotknąć jedynie grzeszników. Dla tych zaś, którzy nie splamili się winami, a mimo to zostali zainfekowani, przyjmowano, że Bóg zsyła im cierpienie nie jako karę, lecz jako napomnienie do etycznej poprawy życia. Taka niepospolita terapia realizowała się poprzez większe pragnienie uczestnictwa w liturgii kościelnej, pokuty i wstawiennictwa świętych.

W większości ordynacji miejskich, traktatów medycznych czy instrukcji powietrznych „teologia dżumy” pełniła rolę nadrzędną w przedstawianiu eksplikacji teorii etiologicznych moru, co implikowało fakt, iż znaczenie zyskały również teologiczne sposoby profilaktyki i terapii przeciwepidemicznej. Ponieważ infekcja była najczęściej śmiertelna, a tradycyjna pomoc lekarska pozostawała bez widocznych rezultatów, opieka nad zdrowymi jawiła się jako priorytetowa względem troski o już zainfekowanych. Ofiary epidemii potrzebowały jednak nie tyle lekarstwa cielesnego, co pomocy duchowej. W ten sposób zobowiązywano do uczestnictwa w specjalnie odprawianych nabożeństwach na czas morowy i słuchania słowa Bożego, ustalano dni postne, pokutne i modlitewne oraz codzienne nabożeństwa, a do kultury stołu i życia wprowadzano surowsze ograniczenia. Zabraniono muzykowania, tańców i pijaństwa, zarządzano natomiast regularne uczestnictwo w liturgii niedzielnej i świątecznej. Uczestnictwo w niedzielnych uroczystościach obwarowane było najczęściej grzywnami, które miały skłonić lud do tłumnego stawiania się w świątyniach.

Taka „prophylaxis theologica” znalazła swój wyraz przede wszystkim w bardzo bogatej, użytkowej literaturze edukacyjnej, która publikowana była z uwagi na jej charakter konsolacyjny i której celem była głównie troska o pobożny i porządny tryb życia, duchowe zbudowanie wiernych i wspieranie pobożności ludowej. Literatura budująca, do której zaliczamy m.in. hagiografie, legendy, pisma Ojców Kościoła i mistyków, traktaty religijne, śpiewniki, modlitewniki i postylle, miała przyczyniać się do udoskonalenia chrześcijańskiej egzystencji pełnej cnót i ukierunkowana była ad aedificationem całej wspólnoty. W przeciwieństwie do typowej literatury teologicznej nie reprezentowała żadnych dogmatycznych, egzegetycznych czy polemicznych tendencji, lecz koncentrowała się na prywatnym, religijnym zbudowaniu i umocnieniu wiary, na wskazaniu słusznego sposobu życia, godnego chrześcijanina, na pocieszeniu w nieszczęściu i cierpieniu.

Dokładnie w ramy takiego gatunku literackiego wpisuje się antymorowa literatura budująca, która obok koherentnej wykładni etiologii zarazy dostarczała licznych wskazówek do walki z „epidemią duszy”. Pisma te znajdowały się bardzo często na granicy literatury „ars bene moriendi”, zbiorów myśli o treści ascetycznej, przygotowujących człowieka do zaakceptowania śmierci, i wynikały z zapotrzebowania na rozwiązanie problemów egzystencjalnych, związanych ze specyficzną sytuacją, jaką był czas moru. Ich charakter był najczęściej utylitarny, tj. opracowany w formie instrukcji dla umierających oraz członków ich rodzin. Teologiczne traktaty o charakterze profilaktyczno-terapeutycznym stanowiły źródło wiedzy na temat natury dżumy oraz zawierały liczne wskazania praktyczne, które miały zapewnić przetrwanie w niesprzyjających warunkach.

Przepowiadanie religijne, zintegrowane z parafialną służbą duszpasterzy, przynosiło pocieszenie i ulgę w cierpieniu tak fizycznym, jak i duchowym, wskazywało na bezpośrednie przyczyny choroby – grzechy ludzkie i karę Boską, zesłaną dla upomnienia i nawrócenia grzesznych – a także na skuteczną terapię, która w sposób oczywisty zgodna była z zaleceniami wypracowywanymi przez poprzednie dziesięciolecia. By móc uleczyć ciało człowieka, należało zająć się najpierw jego duszą.

Epidemia dżumy stawiała ówczesnego człowieka w obliczu szybkiej i pewnej śmierci, niebezpieczeństwa infekcji i ogromnego strachu. Nieprzypadkowo na ambonach rozbrzmiewały słowa przygotowujące na śmierć i zachęcające do przyjęcia postawy chrześcijańskiego zaufania i bojaźni Bożej. Prawidłowy wykład Pism polegał jednak nie tylko na tym, by rozpoznać strukturę i cele tekstu, ale przede wszystkim na tym, by pokazać korzyści, jakie płyną z lektury, i zrealizować zadania o charakterze dydaktycznym, moralizatorskim, konsolacyjnym i napominającym.

[Na podstawie: L. Górska, Dżuma – epidemia duszy i ciała? Sposoby zwalczania dżumy w nowożytnym Gdańsku, w: Studia Humanistyczne Wydziału Farmaceutycznego Akademii Medycznej we Wrocławiu Nr 3 („Człowiek wobec choroby”), red. B. Płonka-Syroka, Wrocław 2010, s. 279-309.]