Nieuchronność śmierci, towarzyszące chorobie ogromne cierpienia i inne odrażające okoliczności powszechnie budziły zrozumiałe przerażenie. Lęk przed zarażeniem i bólem wywoływał skrajne reakcje. W obliczu ciężkiej próby nie było zresztą miejsca na zachowania pośrednie: jedni wykazywali determinację i heroizm, inni daleko posunięty egoizm, bezwzględność lub tchórzostwo. Mimo dużej częstotliwości epidemii i pewnego przyzwyczajenia się do nich następstwa społeczne, mentalnościowe i psychiczne bywały z reguły daleko poważniejsze od tych, jakie powodowały inne ówczesne klęski: pożary, powodzie czy nieurodzaje.

Możliwości pojmowania i wyjaśnienia powietrza morowego przeciętnego mieszkańca średniej wielkości miasta europejskiego współgrały z systemem interpretacyjnym, jaki dostarczał mu magistrat bądź Kościół. Warto nadmienić, iż historia polityczna i społeczna nosiła znamiona historii zbawienia, przedstawionej na kartach Pisma Świętego. Istotnie w perspektywie paruzji i poprawnej relacji z Bogiem dokonywało się wychowanie i socjalizacja człowieka od jego najwcześniejszych lat. Ambiwalencja życia, jaką stwarzała alternatywa sacrum i profanum, a także sprzeczność dążeń między horacjańską chęcią przeżywania każdego dnia (carpe diem) a eschatologiczną koncepcją egzystencji zmierzającej nieustannie ku śmierci (memento mori), determinowały codzienność i regulowały ją głównie za pomocą kalendarza liturgicznego.

Uniwersalne rozumienie świata, jego historii i sensu odzwierciedlało się również w interpretacji wszelakich zjawisk, w tym katastrof naturalnych. Ów paradygmat wyznaczał kierunki piśmiennictwu historiograficznemu i jego recepcji w późniejszych wiekach, jednoznacznie wpływając na postrzeganie dziejów przez nas współczesnych.

J. Delumeau, historyk francuski, ukazuje dawne społeczeństwa jako jednorodne wspólnoty, związane koncepcją kolektywnej odpowiedzialności za wszelakie przewinienia, grzechy i winy oraz kładące nacisk na wyjątkową wartość życia duchowego i świadomości moralnej. Nie dziwi zatem częstotliwość, z jaką płonęły stosy pod oskarżonymi o herezję, tajemne spiski, czarnoksięstwo i magię, a także dość schematyczny i powierzchowny mechanizm poszukiwania „kozłów ofiarnych”, których obarczano winą za grzechy całego świata. Najczęściej stawali się nimi wszyscy ci, którzy pozostawali na marginesie społeczeństwa z własnej woli bądź jako skutek pewnych zachowań ogółu wobec mniejszości etnicznych i religijnych, np. Żydów. Dużą rolę odegrał naówczas Kościół rzymsko-katolicki, który zagorzale walczył z herezją i bałwochwalstwem, prowadząc krucjaty i działając poprzez inkwizycję.

Takie wpajanie poczucia winy, wewnętrzny, głęboki pesymizm oraz melancholia, wynikająca głównie ze świadomości granic wolnej woli, czy też hamartiologia chrześcijańska były jednocześnie „nieustającym nawoływaniem do nawrócenia się i pokuty”. Społeczeństwo nowożytne w swoim ascetycznym przekonaniu o potrzebie „metanoi” zdaje się nieustannie powracać do Boga starotestamentowego, groźnego, zagniewanego, który za dobro wynagradza, a za zło karze. Nawet jeśli na ambonie kościelnej przemawiano podwójnym językiem gróźb i pociechy, to jednak zawsze słowa te łączone były z refleksją nad bojaźnią Bożą, strachem przed wieczną karą i obowiązkiem prowadzenia moralnego życia, zgodnego z Dekalogiem.

Sakralny wymiar codzienności i każdego wydarzenia związanego z ludzką egzystencją i jej cyklem podkreślał również J. Huizinga w książce pt. "Jesień średniowiecza". Z opracowania wyłania się obraz świata przygnębionego, porażonego świadomością przemijalności życia i niepewności losu ludzkiego, którego niedostatek potęgowany był przez liczne kontrasty między bogactwem i ubóstwem, zdrowiem i chorobą, latem i zimą czy urodzajem i suszą. Obok nieustannego bicia w dzwony, żałobnych procesji kościelnych i swoistego patosu życie codzienne stwarzało również nieograniczone pole dla namiętności i fantazji. Ponieważ było krótkie, chciwość oraz upodobanie do kłótni, zbytku i próżności odgrywały w nim istotną rolę. Myśl o bliskiej śmierci narzucana była w sposób jaskrawy i ostry, w formie „prostej i bezpośredniej, żywej i obliczonej na oddziaływanie masowe. […] Wydaje się, że umysł późnego Średniowiecza nie potrafił dojrzeć w śmierci niczego poza znikomością”.

Nastroje pesymistyczne, przeczuwanie końca świata, swoisty milenaryzm, niepewność jutra i konfrontacja ze śmiercią występowały również w wiekach późniejszych, przyczyniając się do utrwalenia teleologicznej koncepcji życia, determinowanej przez wpływy chrześcijańskie. Badania P. Arièsa wskazują mimo wszystko na nowożytne próby oswojenia śmierci, która w tym czasie uznawana była za fakt społeczny i publiczny. Nie dziwi zatem teatralizacja umierania, tym bardziej w okolicznościach tragicznych, przedwczesnych, związanych z plagami, jakie spadały na ludzkość. Dżuma, która dla ówczesnego świata jawiła się dwojako – z jednej strony jako kara bezbożnych za ich grzechy, z drugiej zaś jako próba dla bojących się Boga, która miała umocnić ich wiarę i ufność w miłosierdzie Boga –, pozostawiała w świadomości ogółu konotację hamartiologiczną i jednocześnie manifestowała potęgę śmierci.

[Na podstawie: L. Górska, Dżuma – epidemia duszy i ciała? Sposoby zwalczania dżumy w nowożytnym Gdańsku, w: Studia Humanistyczne Wydziału Farmaceutycznego Akademii Medycznej we Wrocławiu Nr 3 („Człowiek wobec choroby”), red. B. Płonka-Syroka, Wrocław 2010, s. 279-309.]